“This life is what you make it.
Not matter what, you’re going to mess up sometimes, it’s a universal truth. But the good part is you get to decide how you’re going to mess it up.
Girls will be your friends – they’ll act like it anyway. But just remember, some come, some go. The ones that stay with you through everything – they’re your true best friends. Don’t let go of them. Also remember, sisters make the best friends in the world.
As for lovers, well, they’ll come and go too. And babe, I hate to say it, most of them – actually pretty much all of them are going to break your heart, but you can’t give up becuase if you give up, you’ll never find your soul mate. You’ll never find that half who makes you whole and that goes for everything.
Just because you fail once, doesn’t mean you’re gonna fail at everything. Keep trying, hold on, and always, always, always believe in yourself, because if you don’t, then who will, sweetie?
So keep your head high, keep your chin up, and most importantly, keep smiling, because life’s a beautiful thing and there’s so much to smile about.” — Marilyn Monroe

piątek, 13 lipca 2012

Śmiech i zabawa jak i wcale nie tak do śmiechu ;o).

Ostatnie dni minęły mi w oka mgnieniu.
Od weekendu począwszy, który spędziliśmy na weselu Łukaszowego kuzyna.
Było wielkie i takie prawdzie polskie! ;o) Niemcy chcieli nam dać po tydzień wolnego jak się dowiedzieli, że jedziemy na ślub do Polski - taki respekt mają do naszych tradycji. Bo tutaj u nich to kawa ciasto i do domu, któż by tam widział spędzić ze sobą dwa dni na tańcach, piciu i jedzeniu ;o) i jeszcze po tym przyjść w pn do pracy- takie rzeczy nie mieszczą się w typowej niemieckiej głowie ;o).
(Aż mi się przypomniał przytaczany przez Łukasza Tatę fragment z pamiętnika jednego Niemca ;o) "Piłem wczoraj z Polakami. Mało nie umarłem...", dnia następnego wpis w dzienniku: "Znowu piję z Polakami. Jaka szkoda, że wczoraj nie umarłem...".)

Ale my jesteśmy twardzi, nie mięTcy i daliśmy radę na weselu jak i po nim i wróciliśmy od razu do naszego mieszkania i prac a i zabraliśmy ze sobą moją Siostrę do nas.

Mój Maluch kochany oprócz tego, że był i cieszył swoją obecnością, to gotował nam zdrowe obiadki - choć Łukaszek nie bardzo się do nich przekonał. Po warzywach z makaronem zaraz domagał się kanapek - najlepiej z pasztetem, bo jak to obiad bez mięsa!? ;o) A jak Aneta poszła na całość i podała szpinak z kurczakiem to Łukaszek wyszedł po kebab - no ale przyznać mu trzeba, że zawsze najpierw kosztował i dobre chęci miał ;o).

Uśmiałam się z tą moją Siostrą do łez  nie raz i nie dwa, Łukasz powiada, że my to tak mamy na co dzień tak, jak niektórzy dopiero po dobrym paleniu ;o) - nie wiem skąd nam się to bierze - ale śmiech to zdrowie, prawda? :o)

W ubiegłym tygodniu udało nam się również obejrzeć dwa mieszkania.

Źródło: internet

Źródło: internet

Pierwsze, okazało się w być w mało korzystnym miejscu ze względu na możliwości parkingowe - a to bardzo ważne kryterium przecież! ;o) Nie no śmieje się, ale tak naprawdę w zupełności rozumiem i podzielam Łukaszową potrzebę godnego i pewnego miejsca parkowania. Jednak to nie jedyny minus. Stara willa okazała się za stara. Mieszkanie niczym nas nie ujęło na żywo. A dodatkowo jeszcze się okazało, że miejsce pralki jest w piwnicy w pralni, obok pralek wszystkich mieszkańców - co? Mam się z jakimś Hansem spierać się oto, żeby nie wkładał więcej swoich i Helgowych majtek do moje pralki "Hans, człowieku twoja Waschmaschine stoi OBOK, znowu się pomyliłeś - M E I N E .... D E I N E ... rozumiesz?!" ... ;o)
Szukamy dalej.

A dzisiaj byliśmy w pięknej okolicy! We wspaniałym dopiero co odremontowywanym zabytkowym budynku. Ogłoszenie z prawdziwym drewnianym parkietem na podłogach topiło moje serce ...
Źródło: internet

 Na klatce schodowej widniały fragmenty fresków, które odkryto podczas prac remontowych i postanowiono a nawet musiano je odtworzyć -z uwagi na zabytkową wartość całego obiektu. No coś wyjątkowego po prostu.

Ale samo mieszkanie - ostatnie dostępne - okazało się bardzo, bardzo nieustawne i ciasne - w całości nie warte swojej ceny.
Źródło: internet
Z lekkim bólem serca, pożegnałam drewniany parkiet. (ALEŻ ON PACHNIAŁ!) I szukamy dalej.
Pojawiło się dzisiaj nowe, zdaje się idealne ogłoszenie, ale żeby nic nie zapeszyć, nie powiem więcej tym razem.
:o)

Tymczasem przed nami weekend a w pn czeka mnie podróż do Friedrichshafen - mam trochę stresu i obaw, ale przecież jakoś sobie poradzę!
W pracy się nabijali, że nie chciałam samolotem, to dotrę tam Zeppelinem, bo to jego miasto... ;o).
Źródło: internet

9 komentarzy:

  1. Oj jak mi szkoda tego fresku i parkietu, budynek uroczy i pralka tylko dla siebie - ALE to nie jedyne cuda w tym WIELKIM mieście przedcież i wiem, że traficie na swoje :) Trzymam kciuki Kochana :)
    A z tym tygodniem wolnego w oczach niemców - ubawiłam się serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :o) aj zdziwieni ci nasi Niemcy byli jakżeśmy tak o po prostu do pracy w pn przyszli ;o))))))

      w takich freskach to mogłabym tę pralkę Hansowi pożyczać, ale co z tego jak się najmniejsza sofa w pokoju nie zmieści ... :o(

      Usuń
  2. Aaaaaaaa Linkus to bedziesz calkiem niedalego od nas Slonko jak lecisz do Friedrichshafen:-)
    Powodzenia sloneczko w poszukiwaniach mieszkania! ten drugi budynek marzenie! jaka szkoda ze samo mieszkanko takie nieustawne:-( ale kto szuka ten znajdzie.. najwazniejsze zeby sie nie poddac i nie wziasc pierwszego lepszego:-) trzymam kciuki:-)) Sciskam!

    Syl:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nawet bede przejezdzala przez Twoje miasto jesli mi sie dobrze kojarzy, bo jednak jade pociagiem :o)
      :o) W kwestii mieszkania NIE PODDAM SIE! Mam nadziej ze masz racje i jesli cierpliwie poszukamy to znajdziemy to czego chcemy :o)
      Sciskam wzajemnie

      Usuń
  3. Takie szczególne i magiczne te Wasze poszukiwania spotkania :) Na pewno wybierzecie coś wyjątkowego :) Gdzieś tam stoi i czeka na Was kąt który stanie się Waszym cudownym domem ;)
    A z wolnego trzeba było korzystać i brać jak Niemcy dawali ;)
    Ściskam :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :o)))))))
      Bardzo na to liczmy.

      Gdyby oni tak dawali, trochę źle się wyraziłam - oni sugerowali ;o) wziąć musielibyśmy sami, a takie pięć dni urlopu lepiej wykorzystać na coś innego ...

      Usuń
  4. Oj, szkoda, że ten drugi domek nie okazał się idealny... Miał coś magicznego w sobie! ;-)
    I te drewniane podłogi! Ach! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocno było mi ich szkoda, tych podłóg...

      Usuń
  5. I pomyśleć, że tak wiele par rezygnuje teraz z wyprawiania wesela, chyba zaginie kiedyś ta nasza tradycja.

    OdpowiedzUsuń